Nie zdążyła jeszcze okrzepnąć afera związana z Szpitalem Południowym, a już pojawiło się zamieszanie w sprawie promocji marki Polska, by za chwilę media zaczęły sensacyjnie donosić o Zondacrypto. I o ile dwie pierwsze afery dotyczyły obozu władzy, o tyle ta ostatnia ma więcej wspólnego z prawicą, dlatego też teoretycznie powinna być nie tylko chwilą wytchnienia dla Koalicji Obywatelskiej, ale też czasem długo oczekiwanej ofensywy. Problem polega na tym, że w dobie baniek informacyjnych każda strona ma swoją rację, a więc też i winnych.

O Zondacrypto, czyli największej w naszej części Europy giełdzie kryptowalut, zrobiło się głośno nie tylko za sprawą finansowania przez nią Polskiego Komitetu Olimpijskiego, ale także w związku z problemami z jakimi giełda zmagała się co najmniej od końca 2025 roku. Wówczas pojawiły się pierwsze zgłoszenia o niemożności wpłaty, bądź wypłaty pieniędzy ze swoich kont, co w kwietniu tego roku przybrało już masową skalę. Szef Zondy Przemysław Kral początkowo uspokajał sytuację przejściowymi problemami technicznymi, ale im zakres niewypłacalności się powiększał tym trudniej było obronić tę tezę. W końcu spółka zarejestrowana w Estonii została zamknięta, a Przemysław Kral rozpoczął współpracę z prokuraturą, czego konsekwencją było aresztowanie kilku osób, łącznie z szefem PKOl Radosławem Piesiewiczem. Ten ostatni miał ponoć dostać od Krala m.in. zegarek wart 40 tys. euro oraz inne prezenty za tak zwane ,,wstawiennictwo”. Właściciele kryptowalut natomiast od tamtego czasu nie mogą wypłacić środków ze swoich portfeli, bo Zonda okazała się kolejną piramidą finansową.

Historia Zondacrypto sięga 2014 roku. Wówczas obiecujący biznesmen Sylwester Suszek założył w Katowicach giełdę kryptowalut BitBay, która sukcesywnie zdobywała nowych klientów. Użytkownicy tej platformy mogli kupować, sprzedawać i wymieniać kryptowaluty, takie jak Bitcoin i Ethereum. Jednak już w 2018 roku BitBay trafił na Listę Ostrzeżeń Publicznych KNF, w konsekwencji czego banki zaczęły wypowiadać umowy spółce na prowadzenie rachunków, co doprowadziło do paraliżu bieżącej działalności, dlatego też Suszek przeniósł firmę na Maltę. Cztery lata później słuch o nim zaginął. Biorąc pod uwagę tropy świadczące o zamieszaniu w całą sprawę półświatka śląskiego, prawdopodobnie został zamordowany, ale póki co nie ma na to żadnych dowodów.

Kolejnym szefem platformy już pod nazwą Zondacrypto został Przemysław Kral, który do tej pory był prawnikiem BitBay. Spółka pod jego nadzorem zaczęła przechodzić rozkwit, została sponsorem m.in. Juventusu Turyn, Lechii Gdańsk, a także wspomnianego już PKOl-u. Wówczas zaczął też zabiegać o wpływy polityczne, zwłaszcza po prawej stronie. Premier na mównicy sejmowej przedstawił część z protokołów przesłuchań zatrzymanych osób, z których wynika, że Przemysław Kral miał umówić się ze Zbigniewem Ziobro na 2 mln zł w zamian za rozwiązanie problemów z prawem. Mało tego, enigmatyczny pan X, którym jak się teraz okazuje najprawdopodobniej był Tomasz Sakiewicz, ponoć obiecał mu załatwienie prezydenckiego ułaskawienia (po zwycięstwie Karola Nawrockiego) w zamian za pieniądze na reklamy czy sponsorowanie konserwatywnych eventów, takich jak np. CPAC.

W przypadku afer związanych z polityką nie możemy być pewni jak było naprawdę, ale faktem jest, że fundacja Ziobry, czyli Instytut Polski Suwerennej otrzymała przelew na 450 tys., podobnie jak Dobry Rząd Przemysława Wiplera na 70 tys. Międzynarodowa konserwatywna konferencja również była sponsorowana przez Zondacrypto, a w TV Republika (choć też m.in. w TVN) emitowane były reklamy tej spółki. Poza tym to politycy prawicy, tacy jak Michał Moskal spotykali się z Przemysławem Kralem w niewiadomych celach, a Tomasz Sakiewicz rozważał nawet sprzedaż akcji swojej telewizji.

W tej sytuacji podejrzenia mogą wzbudzać też weta prezydenta dotyczące ustaw regulujących rynek kryptowalut, a także to, że nie udało się ich odrzucić w sejmowym głosowaniu za sprawą posłów PiS i Konfederacji. Co prawda jest to spójne z tym, co Karol Nawrocki obiecywał podczas kampanii prezydenckiej, zwłaszcza w rozmowie z Sławomirem Mentzenem, (cyrograf toruński miał bowiem służyć pozyskaniu głosów wyborców Konfederacji, bowiem na prawicy panuje przekonanie, że każdy podatek jest karą i zalegalizowanym rabunkiem, dlatego też podnoszenie podatków i wszelkie regulacje są same w sobie zawsze złe), ale w obliczu afery wszystko to wygląda niekorzystnie. Nawrocki zamiast z automatu wetować, mógł przekazać ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, wówczas nie straciłby zaufania wolnościowych wyborców, a jednocześnie nie wzbudzałby podejrzeń o nieuczciwość.

Zakładając, że jest to afera nie tylko o podłożu finansowym, ale również politycznym, ani prezydent ani premier nie chcą w tej sprawie iść na ustępstwo. Stąd prezydent najpierw wetuje rządowe ustawy, by chwilę później zgłosić swój projekt, będący uzupełnieniem rządowego. Tusk natomiast odrzuca ten projekt tylko dlatego, że nie chce w tej sprawie iść na kompromis. A nie chce, bo tylko dzięki temu może oskarżać prezydenta o szemrane związki z ludźmi z półświatka. I tak błędne koło się zamyka, na rozwiązaniu problemu nikomu nie zależy dopóki jest to użyteczne w walce politycznej.

Dopóki zaś nie będzie twardych dowodów, choćby w postaci nagrań, trudno udowodnić cokolwiek tak więc najpewniej afera za jakiś czas przycichnie, bądź zostanie zastąpiona kolejną. Zresztą z Zondacrypto jest ten problem, że dla przeciętnego obywatela kryptowaluty są tematem raczej odległym, a zwłaszcza problemy ludzi, którzy w nie zainwestowali, stąd i afera nie jest z gatunku tych aż tak oburzających.

W dobie polaryzacji afery działają głównie na wyborców partii, której afera nie dotyczy. To oni są oburzeni i żądają natychmiastowego rozliczenia. Z kolei dla zwolenników partii, której afera dosięgnęła jest to tylko spisek mający na celu pogrążenie przeciwnika i nie należy tego brać na poważnie. Stąd i w tym przypadku raczej nie dojdzie do drastycznego przetasowania sił partyjnych. Wszystko wskazuje na to, że to Koalicja Obywatelska wygra wybory, ale bez zdolności koalicyjnej będzie zmuszona przekazać rządy partiom opozycyjnym. Pytanie tylko w jakiej konfiguracji, bo choć afera dotyczy prawicy, to jej macki nie sięgają już Rozwoju Plus, przynajmniej do tej pory nic na to nie wskazywało, stąd paradoksalnie może pomóc morawiecczykom w przejmowaniu rozczarowanych wyborców Prawa i Sprawiedliwości. Konfederacja też nie szczędzi gorzkich słów pod adresem swojego głównego rywala, z tym że w ich przypadku sytuacja jest bardziej skomplikowana, bo afera jej szeregów nie ominęła. W szczególnie kłopotliwej sytuacji jest Nowa Nadzieja Mentzena, bo to do niej należy Przemysław Wipler (choć nie wiemy jeszcze jak długo), Bosak zaś dostał okazję, by po raz kolejny od formacji kolegi partyjnego się zdystansować, zwłaszcza że ich relacje od dłuższego czasu nie układają się najlepiej. Tak więc choć Zondacrypto o wyniku przyszłych wyborów raczej nie zdecyduje, w prawicowym uniwersum może trochę namieszać.