Stany Zjednoczone wraz z Izraelem 28 lutego 2026 roku rozpoczęły bombardowanie Iranu. Pretekstem oczywiście było posiadanie broni atomowej. W odpowiedzi Iran dokonał ostrzału izraelskich terytoriów, a także amerykańskich baz wojskowych na Bliskim Wschodzie. W ramach akcji odwetowej zaatakował niemal wszystkich sąsiadów: Arabię Saudyjską, Katar, Syrię i Jordanię, a nawet brytyjską bazę na Cyprze. Prawdopodobnie liczy na to, że petrodolarowi sojusznicy USA w regionie będą naciskać na zakończenie działań zbrojnych.

Historia programu nuklearnego w Iranie sięga lat 50. i tzw. ,,atomu dla pokoju”, którego pomysłodawcą był Dwight Eisenhower. Polegał on na rozwoju cywilnych technologii nuklearnych, w tym dostarczaniu wzbogaconego uranu i budowie reaktorów badawczych w zamian za podpisanie traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Iran do programu przystąpił w 1957 roku, a w latach 70. szach ogłosił program rozwoju energetyki atomowej. Budowę kolejnych reaktorów przerwała rewolucja islamska. Później Irańczycy próbowali współpracować w tej kwestii z Rosjanami i Argentyną, ale niewiele z tego wynikało. W 2003r. w czasie globalnej wojny z terroryzmem zdecydowano się podpisać porozumienie, w którym Teheran zobowiązał się do zaprzestania wzbogacania uranu. Postanowień nie dotrzymał, co spowodowało nakładanie sankcji przez Unię Europejską i Stany Zjednoczone. Dopiero w 2015r. podpisano porozumienia znane jako JCPOA – wspólny plan działania, który obejmował wstrzymanie wzbogacania uranu przez Iran, w zamian za odblokowanie sankcji. W 2018r. Trump zerwał porozumienia, twierdząc że Iran ich nie przestrzega. W tym czasie Izrael starał się sabotować próby Iranu w kwestii rozbudowy programu nuklearnego, organizując m.in. zamachy na naukowców, czy ataki cybernetyczne. W czerwcu ubiegłego roku Amerykanie przeprowadzili serię ataków na irańskie instalacje nuklearne.

Strategiczne państwo i ropa

Iran ze względu na swoje położenie postrzegany był jako miejsce skrzyżowania cywilizacji, bowiem to przez ten teren przebiegał jedwabny szlag łączący Zachód z Chinami, stąd też zainteresowanie tymi ziemiami Europejczyków, zwłaszcza Brytyjczyków i Rosjan. Irańczycy dostrzegając zagrożenie płynące z zewnątrz zdali sobie sprawę ze słabości swojego potencjału militarnego, a tym samym konieczności przeprowadzenia reform. Inspiracją były z jednej strony idee oświecenia, z drugiej rewolucja przemysłowa, a to wszystko z poszanowaniem religii i tradycji. Stosowna zmiana nastąpiła w 1906 roku wraz rewolucją konstytucyjną, która ograniczała władzę monarchy i wprowadzała podział władzy. Drugim momentem przełomowym w historii Iranu było odkrycie złóż ropy w 1908r., a co za tym idzie uprzemysłowienie kraju i rozwój gospodarczy.

Na początku XX wieku brytyjsko-australijski przedsiębiorca imieniem William Knox D’Arcy otrzymał od rządu Iranu zgodę na poszukiwanie i wydobycie ropy na południu kraju. W momencie, gdy był już bliski poddania się, czarne płynne złoto wypłynęło z ziemi. Wówczas też powstała Angielsko-Perska Spółka Naftowa (AIOC), która z biegiem lat nabierała coraz większego znaczenia, zwłaszcza przed pierwszą wojną światową kiedy to spółka stała się strategicznym zasobem Brytyjczyków (dzisiaj pod nazwą BP – British Petroleum).

Dowódca Kozackich Persów Reza Szach Pahlawi (nazwisko zaczerpnął z języka średnioperskiego oznaczającego bohatera) objął władzę, przy pomocy Brytyjczyków, w 1925 roku i choć nie był wolny od korupcji i nadużyć, to pomimo autorytarnych rządów zdołał przeprowadzić modernizację kraju, który przed odsunięciem Kadżarów był w opłakanym stanie. Nie wszystkie reformy się udały, niektóre nie zostały dokończone, ale to za jego rządów nastąpił rozwój infrastruktury transportowej, poprawa służby zdrowia i edukacji (założył pierwszy uniwersytet w Teheranie), a także rozpoczęto budowę nowoczesnego systemu prawnego i sądowniczego (do tej pory obowiązywały, obok praw odziedziczonych po państwie Kadżarów łącznie z karami cielesnymi, liczne prawa narzucone w umowach kapitulacyjnych przez obce mocarstwa). To on też zaproponował zmianę nazwy kraju z Persji na Iran, co miało nadać podmiotowość, a także symbolizować zerwanie z kolonializmem.

W trakcie drugiej wojny światowej oficjalnie Iran zachowywał neutralność, ale w rzeczywistości od 1941 roku był okupowany przez angielsko – radzieckie wojska. Szach Reza z tego też powodu dryfował niebezpiecznie w kierunku nazistowskich Niemiec, co niepokoiło aliantów, zwłaszcza że Iran pełnił wówczas kluczową rolę w dostawie broni do ZSRR. Stąd decyzja o odsunięciu szacha i zastąpienia go jego synem – dwudziestodwuletnim Mohammadem Rezą. Rok później do wojsk okupacyjnych dołączyli Amerykanie, a rozbieżność interesów poszczególnych państw często prowadziła do konfliktów. Zwłaszcza jednego, a mianowicie dostępu do złóż ropy. Szczególnie, gdy premierem został dr prawa Mohamad Mosaddeq, człowiek który odegrał dużą rolę w trakcie rewolucji konstytucyjnej. W 1951 r. postanowił znacjonalizować przemysł naftowy, który od lat był symbolem upokorzenia Iranu, główne zyski trafiały do Brytyjczyków, przez co ten pierwszy formalnie miał status państwa półkolonialnego. Pomimo początkowego dużego społecznego poparcia dla reform z czasem zaczęło dochodzić do wewnętrznych konfliktów, zwłaszcza z duchowieństwem, monarchistami, a także z zagranicznymi mocarstwami. Wielka Brytania nałożyła embargo na ropę, a jej obywatele, głównie specjaliści, opuścili kraj. Zresztą tak jak szach, który w tym czasie udał się do Włoch. Służby wywiadowcze USA i Wielkiej Brytanii w konsekwencji postanowiły przeprowadzić zamach stanu pod kryptonimem AJAX w wyniku którego Mosaddeq został obalony, a szach zyskał pełnię władzy, ale ściśle uzależnionej od wpływu Stanów Zjednoczonych. Prawo do eksploatacji irańskiej ropy otrzymało międzynarodowe konsorcjum w którego skład wchodzili głównie Brytyjczycy i Amerykanie, przez co Reza nazywany był marionetką zachodnich mocarstw i nie cieszył się sympatią obywateli, zwłaszcza że zaczął osuwać się w stronę autorytaryzmu, czego symbolami było zlikwidowanie dwupartyjności i powołanie partii Raztakhiz (Odrodzenie), a także utworzenie SAWAK, czyli Narodowej Organizacji Wywiadu i Bezpieczeństwa, która terroryzowała i torturowała nie tylko przeciwników politycznych, ale też całe społeczeństwo.

W obliczu coraz większych napięć Reza przystąpił do przeprowadzenia radykalnych reform społecznych i gospodarczych, zwanych Białą Rewolucją. Projekt obejmował reformę rolną, sprzedaż fabryk państwowych, utworzenie ,,armii oświaty” w celu alfabetyzacji ludności na obszarach wiejskich, a także przyznanie kobietom praw wyborczych. Dzięki petrodolarom, które napłynęły do Iranu zwłaszcza po wojnie Jom Kipur, kiedy to państwa arabskie nałożyły embargo na ropę, zaczęły rozwijać się całe gałęzie przemysłu. Jednak pomimo transformacji kraju, największym beneficjentem zmian była technokratyczna elita (zwłaszcza wojsko, SAWAK i dwór), która często oderwana od rzeczywistości nie dostrzegała problemów zwykłych mieszkańców. Gigantyczne inwestycje często nie współgrały z potrzebami społecznymi. Wzrost kraju rzeczywiście przyspieszył, ale nakłady przeznaczone na prestiżowe przedsięwzięcia doprowadziły do wzrostu cen codziennych artykułów. Poza tym budowa tzw. Wielkiej Cywilizacji była w dużej mierze postrzegana przez Irańczyków jako wielkie upokorzenie. Do Iranu wówczas zaczęli przyjeżdżać zagraniczni specjaliści, którzy otrzymywali nieproporcjonalnie wyższe wynagrodzenia od miejscowych, co dla Irańczyków było poniżające. Nasilały się nierówności, korupcja i nepotyzm, a świeckie reformy takie jak liberalizacja obyczajowa szczególnie nie podobały się szyickim duchownym. Wówczas popularność zyskiwał charyzmatyczny ajatollah Ruhollah Chomeini, którego antyimperialne kazania cieszyły się dużą popularnością i często prowadziły do protestów i zamieszek. W 1963 roku po serii demonstracji Chomeini został aresztowany, a następnie wydalony z kraju. Pomimo emigracji jego popularność nie słabła, a rozwój technologii, w szczególności kaset magnetofonowych, pozwolił na sprawne kolportowanie do kraju płomiennych kazań i traktatów.

Od tej pory niezadowolenie społeczne rosło. Punktem kulminacyjnym był artykuł w gazecie rządowej na temat ajatollaha w którym został nazwany agentem brytyjskiego wywiadu. Wówczas w całym kraju wybuchły protesty, z największym w 1978 roku tzw. Czarnym Piątkiem. Władza otworzyła ogień do tłumu na placu Dżaleh, zginęło kilkaset osób. Strajki sparaliżowały państwo, zamknięto szkoły, administracja nie funkcjonowała, a wojsko traciło morale. W 1979 roku pod pretekstem leczenia Mohammad Reza opuścił kraj, a niecałe dwa tygodnie później do kraju z Francji powrócił Chomeini. Był to upadek rządów Pahlawich, koniec monarchii i dobrych relacji z Izraelem. Do tej pory zarówno Iran jak i Izrael były pod protektoratem Stanów Zjednoczonych, co ułatwiało stosunki. Sytuacja zmieniła się, gdy ajatollahowie przejęli rządy, a jeden z nich wzywał nawet do likwidacji Izraela. Z tym, że nie chodziło o narodowość, lecz o państwo, które według muzułmanów zostało sztucznie zamontowane przez Zachód na Bliskim Wschodzie, a więc rozbijało jedność państw muzułmańskich.

Rewolucja islamska

Rewolucja u swych podstaw czerpała z trzech nurtów: socjalizmu, nacjonalizmu i islamizmu, przy czym ten ostatni odegrał największą rolę. Tym sposobem powstała Islamska Republika Iranu, choć z republiką ma niewiele wspólnego. Ajatollah wprowadził własny reżim, znacznie okrutniejszy niż poprzedni.

Mitem założycielskim nowej republiki była wojna z Irakiem, która rozpoczęła się we wrześniu 1980 roku. Irak rządzony przez Saddama Husajna uznał warunki porozumienia z 1975 roku wyznaczające granice na rzece Szatt al-Arab za niesprawiedliwe i postanowił zrewidować granicę napadając na osłabiony rewolucją Iran. Wówczas w obawie przed szyickim fundamentalizmem wiele krajów zachodnich, w tym USA, wsparło gospodarczo i technicznie Irak, co później umożliwiło temu krajowi produkcję broni masowego rażenia. Co istotne, bo właśnie pod pretekstem jej posiadania Stany Zjednoczone najechały kraj rządzony przez Saddama Husajna w 2003 roku. Wojna irańsko – iracka trwała osiem lat i była jedną z najdłuższych w powojennej historii. Po jej zakończeniu pozycja zarówno Iraku jak i Iranu się nie zmieniła, z wyjątkiem ilości ofiar poniesionych przez obydwa państwa. Podczas wojny nastąpił natomiast wzrost znaczenia Strażników Rewolucji, którzy z bojówki paramilitarnej przekształcili się w regularne wojsko. Za przyzwoleniem Chomeiniego stali się drugą armią w państwie z ogromnym majątkiem i wielkimi wpływami w gospodarce.

Rewolucja najbardziej wpłynęła na prywatne życie obywateli, zwłaszcza rewolucja kulturalna, która polegała na islamizacji wszystkich dziedzin życia. Głównym jej celem było oczyszczenie kraju z wpływy Zachodu i ateizmu. Zamknięto kina, teatry, kawiarnie i restauracje, a także damskie salony fryzjerskie, bo to właśnie prawa kobiet zostały ograniczone najbardziej. Odtąd miały nosić czador bądź hidżab, wprowadzono wielożeństwo, a kobiety miały być posłuszne mężczyznom, co w rzeczywistości oznaczało zepchnięcie ich do obywateli drugiej kategorii.

Od tamtej pory wśród wielu Irańczyków wzrasta niezadowolenie, zwłaszcza tych, którzy nie pamiętają czasów sprzed rewolucji. Co prawda poziom analfabetyzmu spadł, zaczęto budować drogi, sieci wodociągowe i energetyczne, a liczba ludności wzrosła z 37 mln u początku rewolucji do ponad 90 mln w chwili obecnej, to wciąż 30 mln Irańczyków żyje w ubóstwie, a w kraju szerzy się nepotyzm i korupcja. Problem ze znalezieniem pracy jest powszechny, a co za tym idzie szansa na stabilizację, stąd co jakiś czas na ulicach odbywają się protesty. Pierwszy miał miejsce jeszcze w 1999 roku, a jego główną przyczyną było zablokowanie ustawy o liberalizacji prasy, pomimo że u władzy byli reformatorzy na czele z prezydentem Chatamim (to on rozwiązał problem fatwy nałożonej na Rushdiego). Jednak decyzja o zablokowaniu reform potwierdziła tylko, że realna władza nie należy do prezydenta, ale do ajatollaha. Kolejny protest wybuchł w 2009 roku (tzw. zielona rewolucja), a jego bezpośrednią przyczyną było sfałszowanie wyborów w wyniku czego prezydentem ponownie został Mohamad Ahmadineżad (populista i fanatyk religijny, to on też po raz pierwszy wzywał publicznie do zniszczenia Izraela). Wówczas umarły nadzieję na zmianę, zdobycze republiki zostały ostatecznie zdeptane, a rozdział władz zredukowany do roli figurantów. Kryzys z 2019 roku był już wywołany nie przez studentów, ale robotników, którzy sfrustrowani ekonomiczną sytuacją żądali zaprzestania finansowania Hezbollahu i przeznaczenia tych środków na programy socjalne. W 2022 roku natomiast na ulice wyszły głównie kobiety protestujące przeciwko brutalnym praktykom władzy wobec nich, czego przykładem było skatowanie na śmierć przez policję obywatelską młodej Iranki, której jedynym przewinieniem było ,,nieodpowiednie” nakrycie głowy. Ostatnie protesty wybuchły zimą 2025 roku i były spowodowane coraz gorszą sytuacją gospodarczą.

Wrogie stosunki z Izraelem

Jeszcze w trakcie rządów Mohammada Rezy Amerykanie zakulisowo pod wpływem protestów społecznych przeciwko władzy szacha podejmowali rozmowy z Chomeinim (przebywającym we Francji), aby to ten zaprowadził spokój w pogrążonym w chaosie państwie. W zamian ajatollah obiecał nie naruszać interesów Ameryki, a także nie rozprzestrzeniać rewolucji w regionie. Chomeini początkowo był witany w Teheranie z nadzieją na liberalizację i demokratyzację systemu po okresie autorytarnych rządów Pahlawich, stąd cieszył się dużą popularnością. W przeprowadzonym przez niego referendum za republiką opowiedziało się 98% Irańczyków. Wówczas też nic nie zapowiadało wrogich stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. Wszystko zmieniło się od ataku studentów na amerykańską ambasadę.

W 1979 roku obalony szach był poważnie chory na nowotwór i został przyjęty do szpitala w Stanach Zjednoczonych, lecz ajatollah domagał się wydania go do Iranu w celu osądzenia i egzekucji. Irańczycy obawiali się powtórki z 1953 roku i ponownego zamontowania monarchii Pahlawich. Tłum studentów w ramach protestu wdarł się do ambasady amerykańskiej i wziął 66 jej pracowników jako zakładników. To upokorzenie rządu amerykańskiego obok kryzysu naftowego skutkowało przegraną Cartera w wyborach prezydenckich. Zakładnicy zostali wypuszczeni dopiero w dniu zaprzysiężenia Reagana, ale to wydarzenie stało się początkiem antyamerykańskiej polityki Iranu, a Chomejni mimo wcześniejszych zapewnień zaczął importować islamską rewolucję na Bliski Wschód, czego przykładem jest Hezbollah w Libanie czy Hamas w Palestynie.

Od tego czasu państwa te są nieufne wobec siebie. Stany Zjednoczone są przez nich nazywane Wielkim Szatanem, a Izrael (najbliższy sojusznik USA na Bliskim Wschodzie) Małym Szatanem. Z jednej strony Izrael dąży do jak największego osłabienia Iranu i nie dopuszczenia do posiadania przez ten kraj broni atomowej, z drugiej Iran wyciągnąwszy doświadczenie z wojny irańsko – irackiej, podczas to której Irak uzyskał poparcie nie tylko Stanów Zjednoczonych, ale też wielu państw arabskich pragnie zabezpieczyć się na przyszłość, stąd wspieranie bojówek w Libanie czy Jemenie, a także Palestyńczyków w Gazie. To z kolei stanowi zagrożenie dla Izraela, który w każdej chwili może być zaatakowany z północy przez Hezbollah, czy tak jak 7 października 2023 roku ze Strefy Gazy przez Hamas. Jednym słowem kolaps.

Ataki na Iran i polityka USA w regionie

Donald Trump zdążył już wielokrotnie sobie zaprzeczyć wyjaśniając cel interwencji. Najpierw mówił o zniszczeniu programu nuklearnego, później o wyrzutni rakiet, następnie o obaleniu reżimu, w końcu na bezwarunkowej kapitulacji. Z tym, że żaden z tych scenariuszy nie wydaje się być prawdopodobny.

Zwłaszcza, że irański reżim nie opiera się na jednym ośrodku władzy, ale jest rozproszony, co utrudnia jego obalenie. Zresztą tak też został zaprojektowany. Nawet zabicie Najwyższego Przywódcy nie przerwało ciągłości władzy. Najpierw kontrolę nad państwem przejęła trzyosobowa Rada, złożona z prezydenta, członka Rady Strażników Rewolucji i szefa władzy sądowniczej, by za chwilę wyznaczyć kolejnego Najwyższego Przywódcę, którym prawdopodobnie (nie pokazał się jeszcze publicznie) został Modżtaba Chamenei – syn uznanego już za męczennika Aliego Chameneiego. Z tym, że tak jak niegdyś rola prezydenta w tym kraju sukcesywnie traciła na znaczeniu, tak i teraz wybór Najwyższego Przywódcy prawdopodobnie miał służyć niczemu więcej jak potwierdzeniu ciągłości instytucjonalnej reżimu teokratycznego. Sam zaś Korpus Strażników Rewolucji, który najprawdopodobniej sprawuje obecnie realną władzę jest zdecentralizowany, stąd i unicestwienie reżimu jest mało prawdopodobne.

Iran ma długą historię zależności od obcych mocarstw. Irańczycy może i nie znoszą obecnego reżimu (zresztą nie wszyscy), ale jeszcze bardziej nie znoszą obcej interwencji, stąd mimo że jeszcze kilka miesięcy temu odbywały się protesty antyrządowe, teraz następuje efekt jednoczenia się wokół flagi. Władze Iranu doskonale zdają sobie z tego sprawę, dlatego nie zamierzają kapitulować. W ramach odwetu Iran atakuje obiekty na terenie Izraela, ale też zablokował częściowo Cieśninę Ormuz, przez którą przepływa 20% światowej ropy i nie odblokuje jej dopóki Izrael i USA nie zaprzestaną bombardowania. Trump w konsekwencji postawił ultimatum, że jeżeli tego nie zrobią, zaatakuje elektrownie, a nie wyklucza też interwencji lądowej, na co Teheran odpowiedział groźbą całkowitej blokady cieśniny. Zresztą przed atakiem amerykańskie służby przygotowały raport mówiący o tym, że program nuklearny Iranu jest blefem, a jakiekolwiek działania zbrojne mogą doprowadzić do zablokowania cieśniny, ale Trump te informacje zignorował, a teraz grozi sojusznikom z NATO, że jeżeli nie pomogą mu odblokować cieśniny, to przyszłość sojuszu stoi pod znakiem zapytania. Nie pierwszy raz Trump rzuca takie deklaracje w eter, jednak biorąc pod uwagę jego nieprzewidywalność mogą wzbudzać niepokój.

Trump pomimo usilnych starań uargumentowania interwencji w Iranie, nie miał powodu by go zaatakować. Podobnie uważa większość Amerykanów. To nie powinna być wojna Stanów Zjednoczonych, a giną ich obywatele. Już pomijając fakt, że Trump działa z pogwałceniem prawa międzynarodowego. Zgodnie z nim użycie siły jest uzasadnione tylko wówczas, gdy Rada Bezpieczeństwa wyrazi na to zgodę, bądź zaistnieje uzasadnienie w postaci twardych dowodów na przeprowadzenie ataku. Żadne z nich nie zaszły. Celem strategicznym Izraela, dla którego Iran stanowi zagrożenie, jest destabilizacja Bliskiego Wschodu, obalenie reżimu, a nawet wojna domowa w Iranie, Stany Zjednoczone natomiast nie mają żadnego interesu w tym, by atakować Iran. Powinny wręcz dążyć do uspokojenia sytuacji tak, by ich obecność i zaangażowanie nie były konieczne.

Ponad dwadzieścia lat temu pod pretekstem posiadania broni masowego rażenia Stany Zjednoczone zaatakowały Irak. Operacja, która miała zakończyć się błyskawicznym sukcesem doprowadziła do wieloletniej obecności USA w tym kraju. Pozostało mieć nadzieję, że tym razem sytuacja się nie powtórzy, bo wówczas nie przyniosła korzyści żadnej ze stron. Tym bardziej, że wszystko wskazuje na to, że Amerykanie i Izraelczycy nie docenili przeciwnika, a Trump miał kończyć wojny, a nie rozpoczynać kolejne i to w interesie Izraela.