
Hucznie zapowiadane rozliczanie PiS-u nie do końca odniosło skutek, a najlepszym tego przykładem jest wynik ostatnich wyborów samorządowych. Komisje śledcze, które miały pogrążyć poprzednią władzę, jak na razie niczego konkretnego nie ustaliły, a do postawienia zarzutów politykom poprzedniej władzy dalej niż bliżej.
W wyniku polaryzacji i w zasadzie starcia dwóch obozów: pisowskiego i antypisowskiego, w tym wszystkim najbardziej chodzi nie o prawdę, ale o igrzyska. Symboliczne ukaranie, albo przynajmniej poniżenie oponentów jest obecnej władzy potrzebne do legitymizacji władzy, podbiciu ich wiarygodności. Stawianym przed komisją natomiast zależy na wykazywaniu niekompetencji przesłuchujących, ale też ogólnym sabotowaniu jej przebiegu. Stąd na przesłuchaniach mamy wyłączanie mikrofonów, wzajemne obrażanie się, przepychanki słowne, pytania z tezą, nie stosowanie się do procedur itp.
Mnogość komisji rozmywa ich treść, a wielogodzinne przesłuchania świadków nie zachęcają do ich śledzenia. Do tej pory najwięcej udało się ustalić komisji kopertowej, choć nie są to jakieś przełomowe informacje, najmniej komisji wizowej. Jeżeli już coś się przebija, to zwykle nieuprzejmość, kontrowersja lub po prostu chamstwo. Jakiś czas temu, gdy przed komisję do spraw Pegasusa został wezwany Prezes Kaczyński oprócz odmowy złożenia przysięgi i kompulsywnym niemal nadużywaniu słowa ,,członek” nic nie udało się ustalić. Opinia publiczna mogła jedynie odnotować nieprzygotowanie komisji i spryt Kaczyńskiego, mimo zaawansowanego wieku. Ostatnio zaś echem odbiło się przesłuchanie Mariusza Kamińskiego przed komisją do spraw wyborów korespondencyjnych, gdzie na pytanie przewodniczącego Dariusza Jońskiego o to, czy minister był pod wpływem alkoholu podczas podejmowania decyzji, wyraźnie zmieszany Kamiński nazwał go per świnią. I taki to mamy teatr, bo oprócz inwektyw ponownie nic konkretnego nie padło. Członkowie komisji zaś zamiast rzetelnego przygotowania do przesłuchań, postawili na show, doraźną rozrywkę dla mas. I być może się nie pomylili, może to właśnie tego oczekują najtwardsze elektoraty obu stron politycznego sporu.
Komisja Rywina do dziś pozostanie nieosiągalnym wzorem dla następców. I choć sprawa wówczas również nie została wyjaśniona, to na dobre pogrzebała SLD, które do dziś, choć pod inną nazwą nie może wygrzebać się z sondażowych dołów. Wszystkie pozostałe komisje nie były ani nadmiernie widowiskowe, ani nie przyniosły zapowiadanych rezultatów.
Sądząc po dynamice obecnych i tym razem nie będzie przełomu. Prawo i Sprawiedliwość nie podzieli losu SLD, a to zapewne dlatego, że zmieniły się warunki polityczne. W 2004 roku mimo podziału na obóz solidarnościowy i postkomunistyczny, w polskiej polityce było więcej obiektywizmu, a mniej fanowskiej obsesji i być może to jest przyczyną i skutkiem obecnego impasu śledczego. Albo inaczej, wtedy posłowie zasiadający w komisjach grali głównie na siebie, jak Rokita czy Ziobro. Wówczas młodzi, nierozpoznawalni politycy przykładali się do pracy, dbali zarówno o rzetelność jak i efektowność jej przebiegu. Dzisiaj komisja jest tylko dodatkiem do spektaklu, służy nie tyle odkryciu prawdy, co podbijaniu poparcia dla partii. A jak wiemy od kilkunastu lat coraz bardziej zaciętej polaryzacji, nie liczy się kto ma rację, tylko po czyjej jesteś stronie.