Palestyna pod koniec XIX wieku była częścią Imperium Osmańskiego. Zamieszkiwali ją w większości Arabowie, ale w skutek pogromów zaczęli do niej sukcesywnie emigrować europejscy Żydzi, początkowo wykupując ziemię od tubylców. Stosunki pomiędzy tymi dwoma narodami układają się dobrze do momentu upadku Imperium Osmańskiego wraz z końcem pierwszej wojny światowej. Wówczas nowo powstała Liga Narodów ma stać na straży porządku międzynarodowego, a także gwarantować społecznościom prawo do samostanowienia. Bliski Wschód jest odtąd zarządzany przez zachodnie mocarstwa w ramach tzw. mandatów. Tajne brytyjsko – francuskie porozumienie Sykes – Picot podpisane jeszcze przed zakończeniem wojny przyznaje Palestynę Brytyjczykom. Ci, choć jeszcze podczas trwania wojny w zamian za wszczęcie powstania na tyłach wojsk tureckich obiecują tę ziemię Arabom, po zakończeniu walk zmieniają zdanie. W 1917 roku brytyjski minister spraw zagranicznych Arthur Balfour wydaje dekret zawierający obietnicę ustanowienia ,,żydowskiej siedziby narodowej”. O prawach zamieszkujących tę ziemię Arabów nikt nie wspomina. Artur Koestler, autor m.in. ,,Ciemności w południe” nazwał deklarację ,, obietnicą jednego narodu, by dać drugiemu terytorium trzeciego”.

Przyszła syjonistyczna kolonizacja Bliskiego Wschodu nie była motywowana szczególną sympatią do narodu żydowskiego, ale rozwiązaniem problemu jakim była według ówczesnych Europejczyków diaspora. Podobnego zresztą zdania byli pierwsi działacze syjonistyczni, z Teodorem Herzlem na czele. To on zaniepokojony prześladowaniami Żydów w Europie, zwłaszcza sprawą Dreyfusa we Francji opublikował książkę pt. ,,Państwo Żydowskie” (Der Judenstaat), w której przekonywał o konieczności powstania państwa syjonistycznego, choć jeszcze wówczas bez podania konkretnego miejsca. Co do samej idei nie było nawet konsensusu wśród Żydów. Rabini uważali taki pogląd za herezję, w ich mniemaniu diaspora była karą boską i tylko Bóg mógł zezwolić na powstanie ich państwa. Socjaliści zaś doszukiwali się sprawiedliwości w ideologii komunistycznej i likwidacji państw narodowych. Dopiero VII Kongres Syjonistyczny (już po śmierci Herzla) na miejsce powstania państwa żydowskiego wybiera Palestynę, choć wcześniej rozważane są Argentyna czy Uganda.

Deklaracja Balfoura rozwściecza Arabów i przyczynia się do kolejnych powstań, z jednej strony antysyjonistycznych, z drugiej wymierzonych w przedstawicieli władz mandatowych. To w tym okresie podziemne odziały żydowskie, takie jak Hagana, uczą się walki zbrojnej od Brytyjczyków, którzy tłumią powstania w brutalny i pozbawiony litości sposób. Sytuacja Arabów jest beznadziejna do momentu dojścia Hitlera do władzy w Niemczech. To wówczas wielki mufti Jerozolimy (al-Husajni), a wraz z nim palestyńscy Arabowie wiążą nadzieję z antysyjonistyczną polityką hitlerowców. I choć powstanie, które wywołują w 1936 roku na wieść o nowym podziale Palestyny ( według niego najżyźniejsze ziemie miałyby zostać przyznane żydowskim osadnikom) zostaje stłumione, to wraz z wybuchem drugiej wojny światowej Wielka Brytania kierująca się zawsze bezwzględnym pragmatyzmem ponownie zmienia sojusze. W obawie przed wybuchem arabskiego powstania wspieranego przez nazistowską III Rzeszę wycofuje się ze swojej prosyjonistycznej polityki m.in. wprowadzając Białą Księgę ograniczającą imigrację Żydów do Palestyny z zagrożonej pogromami Europy Środkowo – Wschodniej.

Po zakończeniu działań zbrojnych i pokonaniu państw centralnych, świat zachodni jest przerażony tym, co widzi po wyzwoleniu obozów. Jednak współczucie i chęć rekompensaty nie są głównymi przyczynami powrotu do idei Teodora Herzla. Problem jest inny, miliony Żydów, którzy przeżyli Holokaust nie mają się gdzie podziać, a zarówno Stany Zjednoczone jak i państwa Europy Zachodniej nie chcą ich wpuścić do własnego kraju. W tym samym czasie na Bliskim Wschodzie dochodzi do kolejnych zamachów przeciwko władzy mandatowej, tym razem dokonują jej radykalne militarne oddziały żydowskie, takie jak Lechi czy Irgun. Obie organizacje za zło, które spotkało Żydów w Europie obwiniają m.in. władze Wielkiej Brytanii, która zamknęła im możliwość emigracji w momencie, gdy tego potrzebowali. Po zamachu na hotel King David, podczas którego zginęło 91 osób, Brytyjczycy są gotowi wycofać się z Palestyny, jednocześnie znając sytuację są sceptyczni wobec powstania państwa izraelskiego na tych terenach. Na ich prośbę ONZ powołuje międzynarodową komisję śledczą, która w 1947 roku większością głosów przegłosowuje rezolucję nr 181 traktującej o powstaniu dwóch państw. Choć podział był niesprawiedliwy, bo Izrael miał wówczas dostać aż 49% ziem więcej niż dotychczas zdołał wykupić (według założeń Herzla Żydzi mieli nie podbijać, ale pokojowo wykupować ziemię na terenie Palestyny), to był to jedyny moment, w którym Arabom zamieszkującym Palestynę obiecano państwo. Dopiero odrzucenie tego podziału przez co prawda słusznie niezadowolonych Arabów i rozpoczęcie wojny było pierwszym przyczynkiem do ich obecnej sytuacji, czyli braku państwa i okupacji.

14 maja 1948 roku Dawid Ben Gurion proklamuje powstanie Państwa Izraela (Erec Isreal), następnego dnia wybucha wojna, przez Izraelczyków nazywana walką o niepodległość, przez Arabów – Nakbą, czyli katastrofą. Izrael od tej pory będzie musiał toczyć walkę z jednej strony z państwami go otaczającymi (Egipt, Syria, Liban, Jordania i Iran), z drugiej z Arabami zamieszkującymi Palestynę. Ci pierwsi w wyniku kolejnych wojen zawrą porozumienia pokojowe i uznają istnienie Izraela, drudzy będą na Izrael skazani.

Konsekwencją pierwszej wojny izraelsko-arabskiej jest wypędzenie około 750 tys. Palestyńskich Arabów do państw sąsiadujących. Z jednej strony zachęcanych przez kraje arabskie, które obiecały im powrót po pokonaniu syjonistów, z drugiej przerażeni krwawymi masakrami dokonywanymi przez Żydów na ludności cywilnej, w tym najkrwawszej w wiosce Dajr Jasin. Los tych uchodźców jest kwestią sporną do dnia dzisiejszego. Wojna kończy się porozumieniem, na skutek którego Izrael poszerza swoje terytorium względem rezolucji 181, Zachodni Brzeg Jordanu i Wschodnia Jerozolima zostają zajęte przez Jordanię, a Strefa Gazy przez Egipt.

Przegrana wojna nie pogrzebała nadziei Arabów na pozbycie się Żydów z Bliskiego Wschodu. Po przejęciu władzy przez Gamala Abdela Nasera w Egipcie i nacjonalizacji Kanału Sueskiego dochodzi do kolejnej wojny. Tym razem Izrael wspierają Francja i Wielka Brytania, których interesom polityka Nasera również zagraża. Choć koalicyjne trio odnosi sukcesy na polu walki, musi ustąpić pod presją Stanów Zjednoczonych i ZSRR, które kategorycznie nakazały zaprzestanie działań wojennych i opuszczenie zajętych terytoriów. Naser korzysta z okazji i obraca klęskę militarną w sukces polityczny, wówczas jego popularność w świecie arabskim rośnie. Na początku 1957 roku Synaj wraca do Egiptu, co Ben Gurion traktuje jako porażkę, którą przyjdzie mu pomścić dziesięć lat później w tzw. wojnie sześciodniowej. To wówczas Izrael zajmie Zachodni Brzeg Jordanu, Strefę Gazy, Półwysep Synaj i Wzgórza Golan. Dochodzi też do kolejnej fali migracji, z Izraela wyjeżdża kolejne 150 tys. Palestyńczyków. Od tego momentu Izrael po raz pierwszy od powstania ma coś czym może negocjować w sprawie pokoju z państwami arabskimi, do czego też wzywa rezolucja ONZ nr 242 mówiąca o tzw. ziemi za pokój. Mimo to, tak się nie dzieje, a część tych terytoriów Izrael okupuje do dnia dzisiejszego.

Po wojnie w 1967 roku zaczyna się era politycznego zaślepienia. Palestyńska Karta Narodowa (deklaracja programowa OWP) mówiąca o unicestwieniu Izraela w wyniku walki zbrojnej zostaje przyjęta jako wypowiedzenie wojny. Nowym premierem Izraela zostaje bezkompromisowa Golda Meir (mówiono o niej jako o jedynym mężczyźnie w rządzie Ben Guriona), która zarządza terytoriami okupacyjnymi militarnie i politycznie. W tym czasie kolonizacja przyspiesza, zaczynają na niespotykaną dotąd skalę powstawać nielegalne osiedla. Elitarna palestyńska grupa terrorystyczna Czarny Wrzesień (nazwa wzięła się od wojny domowej w Jordanii) dokonuje akcji terrorystycznych, w tym najgłośniejszej podczas igrzysk olimpijskich w Monachium. Anwar Sadat, który objął władzę po śmierci Nasera w Egipcie, w celu odzyskania utraconych terytoriów zawiera sojusz z prezydentem Syrii Hafizem Asadem. Wspólnie postanawiają zaatakować Izrael w święto Jom Kipur w 1973 roku. Mimo zaskoczenia Izraelczyków państwa arabskie po raz kolejny odnoszą porażkę, tym razem jednak zadając ogrom strat wojskom izraelskim. Zmiana polityki paradoksalnie następuje dopiero po objęciu władzy w Izraelu przez prawicę. Premierem zostaje wywodzący się z Likudu Menachem Begin. Anwar Sadat wówczas jako pierwszy arabski przywódca odwiedza Kneset i dąży do odprężenia stosunków. W konsekwencji pomiędzy tymi państwami zostaje zawarte porozumienie kończące konflikt egipsko – izraelski. Wkrótce podobne porozumienia podpisuje Jordania.

Im bardziej sytuacja na zewnątrz Izraela się stabilizuje, tym bardziej pogarsza się los Palestyńczyków. Jeszcze w 1964 roku pod auspicjami Ligi Arabskiej zostaje powołana Organizacja Wyzwolenia Palestyny, która nabiera coraz większego znaczenia po kolejnych przegranych wojnach państw arabskich. Na jej czele staje wyznaczony przez Nasera Ahmad asz-Szukajri. Przedstawiciele OWP początkowo stacjonują na terenie Jordanii, ale stopniowo zwiększając swoje wpływy stają się zagrożeniem dla dynastii haszymidzkiej. Jordania staje na progu wojny domowej (Czarny wrzesień), w której Palestyńczycy odnoszą sromotną klęskę, a Arafat, który objął przywództwo nad OWP i jego towarzysze zmuszeni są do przeniesienia się na terytorium Libanu. Sytuacja jednak powtarza się w Bejrucie, gdzie OWP błyskawicznie rozbudowuje swoje struktury. Na południu Libanu powstaje tzw. Fatahstan rządzony praktycznie przez OWP, z którego ta dokonuje ataków terrorystycznych na północny Izrael. W 1982 roku siły izraelskie atakują Liban, gdzie od lat 70. trwa wojna domowa. Prawdziwym jednak celem Izraela nie było jedynie zniszczenie OWP, ale osadzenie w Libanie marionetkowego rządu, z którym można byłoby podpisać traktat pokojowy. W trakcie wojny dochodzi do okrutnej masakry palestyńskiej ludności cywilnej w obozach Szatila i Sabria, co szczegółowo opisuje jako uczestnik tych wydarzeń Rashid Khalidi w książce ,,Palestyna. Wojna stuletnia”. Choć zostały one formalnie dokonane przez chrześcijańskich maronitów, to za przyzwoleniem Izraela. Minister obrony Ariel Szaron, który dowodził tą operacją został wówczas nazwany ,,katem Bejrutu”. W konsekwencji OWP wraz z Arafatem zmuszeni są opuścić terytorium Libanu, ale na jego miejsce powstaje inna organizacja antyizraelska – Hezbollah.

W 1987 roku z inicjatywy Hamasu wybucha pierwsza Intifada, czyli zbrojne powstanie wymierzone w okupację Izraela. Palestyńczycy uzbrojeni w kamienie, cegły i koktajle Mołotowa stosują wobec władz okupacyjnych bierny opór. Trwa on aż do I wojny w Zatoce Perskiej, w której to Jasir Arafat, wspierany przez Saddama Husajna popiera Irak i tym samym osłabia pozycję Palestyńczyków w regionie (większość państw staje w obronie napadniętego Kuwejtu). W 1992 roku dochodzi do pierwszych rozmów pokojowych (tzw. porozumienia z Oslo), które wkrótce doprowadzą do utworzenia Autonomii Palestyńskiej na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy, w zamian OWP ma wyrzec się terroryzmu i uznać istnienie państwa Izrael. Arafat podpisuje porozumienia, których uwieńczeniem jest uścisk dłoni z Icchakiem Rabinem w obecności Billa Clintona przed Białym Domem. Od tej pory przywódca OWP w oczach Palestyńczyków jawi się jako zdrajca ich sprawy, zresztą tak jak jego skorumpowany następca Mahmud Abbas (premier, a później prezydent AP). Bowiem pomimo porozumień Izrael nie zrezygnował z rozbudowy osiedli, odmówił zadośćuczynienia uchodźcom, ponadto nie zgodził się na powrót tych, którzy opuścili swoje domy w poprzednich latach, zwłaszcza w 1948 r. i 1967r. Dochodzi do radykalizacji po obu stronach, zamachowcy palestyńscy wysadzają się w autobusach i na ulicach, a w 1994 roku żydowski terrorysta Baruch Goldstein zabija 29 Palestyńczyków modlących się w Grocie Patriarchów w Hebronie. Rok później z rąk innego żydowskiego ekstremisty ginie premier Rabin.

Po ustąpieniu Likudu i przejęciu władzy przez Ehuda Baraka stacjonujące od lat 80. izraelskie wojska zostają wycofane z południowego Libanu. Dochodzi do wznowienia negocjacji z Palestyńczykami na szczycie w Camp David. Tym razem jednak Arafat nauczony doświadczeniem zrywa negocjacje, pomimo że umowa zawiera daleko bardziej idące ustępstwa wobec Palestyńczyków niż dotychczas, m.in. podział Jerozolimy na część żydowską i arabską, a także stworzenie Palestyny na ok. 90 % Zachodniego Brzegu i całej Strefy Gazy. Ustalenia jednak nie obejmują najważniejszego miejsca kultu Palestyńczyków, a mianowicie meczetu Al- Aksa i Kopuły na Skale. Poza tym według uzgodnień Palestyna miałaby zostać zdemilitaryzowana, a na jej terenie stacjonować izraelskie wojska. Na negocjacyjnym stole znajdował się jedynie samorząd, natomiast suwerenność, powrót uchodźców, zakończenie okupacji, a także przyszłość żydowskich osiedli nie został uwzględniony jako przedmiot dyskusji. Podpisanie takich porozumień dyskredytowałoby Arafata w oczach Palestyńczyków na dobre. Wybucha kolejna intifada Al-Aksa sprowokowana wizytą premiera Ariela Szarona na Wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie. Dochodzi do zamachów na izraelskich ulicach, w konsekwencji czego Szaron postanawia wybudować mur oddzielający terytorium Autonomii od Izraela, co zostaje potępione przez Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości. Mur separacyjny bowiem nie pokrywał się z granicami sprzed 1967 roku, a więc był zbudowany nie na swoi terytorium. Poza tym odcinał ludności palestyńskiej dostęp do szpitali i szkół i pracy po drugiej stronie.

W 2006 roku pod naciskiem USA władze Autonomii przeprowadziły wybory, które ku zaskoczeniu tych pierwszych wygrał Hamas. Palestyńczycy mieli już dość skorumpowanych rządów Fatahu. Po krótkiej wojnie domowej między Fatahem a Hamasem, ten pierwszy przejął kontrolę nad Zachodnim Brzegiem, drugi nad Strefą Gazy. Izrael choć początkowo popierał Hamas jako niegroźną przeciwwagę do władz Autonomii (tzw. polityka dziel i rządź), po wygranych przez nich wyborach uznał go za organizację terrorystyczną i wprowadził totalną blokadę Gazy. Poziom życia mieszkańców od tamtej pory drastycznie się pogorszył. Brakuje wody i elektryczności, a większość społeczeństwa jest bezrobotna. Ponadto co jakiś czas Izrael przeprowadza tzw. ,,koszenie trawy”, czyli operacje specjalne polegające na ostrzeliwaniu tego terytorium za każdym razem, gdy palestyńska organizacja się wzmocni. Jedna z nich, tzw. Płynny Ołów odbyła się w 2008 roku, zginęło wówczas 1330 Palestyńczyków, w tym około 900 cywili. Po jakimś czasie Izrael ogłosił zawieszenie broni, do którego przystał Hamas w zamian za zniesienie blokady i otwarcie przejść granicznych. Od tamtej pory dochodziło do sporadycznych potyczek, do momentu wmieszania się do konfliktu Stanów Zjednoczonych. Donald Trump w 2017 roku przeniósł amerykańską ambasadę do Jerozolimy, co rozwścieczyło Palestyńczyków. Podobnie jak to, że uznał nielegalną aneksję Wzgórz Golan przez Izrael. Wisienką na torcie był plan ,,Przez pokój do dobrobytu” opracowany przez Jareda Kushnera, zięcia Trumpa, który wykluczał ewakuację nielegalnych osiedli, a w skład Palestyny miało wejść 70% terytoriów okupowanych, to mniej niż gwarantował Barak w 2000 roku. Ponadto według tego planu suwerenność Palestyny miała zostać ograniczona, Izrael miał mieć pełną kontrolę nad jego granicami, a także decydować o polityce zagranicznej. Było i jest to nie do zaakceptowania przez Palestyńczyków. Haniebne propozycje Stanów Zjednoczonych, a także agresywna polityka Izraela pośrednio doprowadziły do masakry ludności cywilnej przez Hamas 7 października 2023 roku. W ramach odwetu, po dwóch latach niemal całkowitego zniszczenia Strefy Gazy doszło do zawieszenia broni. Biorąc pod uwagę warunki porozumienia (21-punktowy plan Trumpa) nic jednak nie zapowiada końca konfliktu. Bowiem jeden i drugi naród nie jest w stanie zaakceptować opcji dwupaństwowej, z tym że na tym polu wygrywają od samego początku Izraelczycy stopniowo poszerzając swoją kolonizację.

Hasło, którym posługiwali się syjoniści od początku opierało się na kłamliwych fundamentach. Twierdzili, że miejsce, które wybrali na budowę swojego przyszłego państwa jest ,,ziemią bez ludu, dla ludu bez ziemi”. O tym, że nie była to prawda świadczy powyższa historia.

Państwo Izrael zostało sztucznie zamontowane na terenie Palestyny, jednak stało się to 80 lat temu. Zawracanie biegu historii w tym momencie byłoby szaleństwem. Uznanie prawa państwa Izraela do istnienia jest konieczne, zwłaszcza że inny scenariusz nie jest możliwy. Jego istnienie sukcesywnie po stu latach wojny uznały państwa arabskie, ale co istotniejsze za Izraelem stoi siła i potęga Stanów Zjednoczonych. Palestyńczycy ani teraz ani nigdy w przeszłości nie mieli takiego wsparcia jak syjoniści, choć rezolucja nr 181 z 1947 roku zakładała powstanie dwóch państw, na którą Arabowie nie przystali. Wojna, którą rozpoczęli doprowadziła do przewagi Izraela i stopniowego ograniczania praw Palestyńczyków. Syjonistom dała zaś przekonanie, że są w stanie pokonać wrogo nastawionych do niego sąsiadów, czego potwierdzeniem były kolejne wojny z 1956r., 1967r., 1973r., 1982r. czy 2006 roku. Zwłaszcza wojna sześciodniowa, która przyczyniła się do znaczącego poszerzenia terytorium i zapewniła Izraelowi przewagę, która trwa do dzisiaj. Tak więc o ile sama rezolucja była formą współczesnej kolonizacji, to nie odpowiada całkowicie za obecne położenie Palestyńczyków. Kto wie, czy gdyby wówczas pogodzili się z decyzją mocarstw o powstaniu dwóch państw i nie wszczynaliby kolejnych wojen i powstań historia nie potoczyłaby się inaczej. Niezadowolenie Palestyńczyków oczywiście było i jest uzasadnione. To oni w większości zamieszkiwali ziemię, którą pod wpływem szerokiego lobby żydowskiego państwa Zachodu zdecydowały oddać innemu narodowi, w konsekwencji czego ci, którzy je zamieszkiwali zostali z nich wypędzeni. Jednak nie oszacowanie swojego potencjału militarnego doprowadziło do jeszcze gorszego scenariusza. Kolejne porozumienia pokojowe były już tylko haniebną tego kontynuacją, ponieważ w dalszym ciągu Palestyńczycy nie otrzymali gwarancji (łącznie z październikiem 2025 roku) powstania w pełni suwerennego państwa, likwidacji nielegalnych osiedli i zadośćuczynienia uchodźcom. Trudno uwierzyć, że bez tych deklaracji na Bliskim Wschodzie zapanuje pokój, choć w obliczu ostatniego planu pokojowego Hamas w zamian za przekazanie władzy w Strefie Gazy technokratycznemu rządowi palestyńskiemu deklaruje rozbrojenie. Z drugiej strony jest to warunek konieczny zakończenia działań zbrojnych, albo po prostu zakończenia ludobójstwa na zrównanym z ziemią terytorium wielkości Szczecina. Wygląda więc na sytuację z jednym wyjściem – kapitulacją. Tylko czy ostateczną? Premier Izraela Binjamin Netanjahu w to nie wierzy i zapewne ma ku temu powody. Zwłaszcza, że zarówno on jak i politycy z jego otoczenia otwarcie mówią, że ich celem jest pozbycie się Palestyńczyków zarówno ze Strefy Gazy (co w dużej mierze udało się im już osiągnąć), jak i z Zachodniego Brzegu, który de facto jest pod kontrolą Izraela. W obliczu drapieżnej, nacjonalistycznej polityki Izraela nie wygląda na to, by Palestyńczycy złożyli broń. Kto jak kto, ale my, Polacy, zdajemy sobie sprawę, że walka o niepodległość wymaga czasu i determinacji nawet wtedy, gdy wydaje się, że nie ma na to szans.