Data napisania:06.02.2019

Miała być wiosna, a dzisiaj od rana pada śnieg, odkładając iluzję przyjścia rychłej zieleni. W niedzielę 3 lutego, odbyła się zapowiadana i długo wyczekiwana konwencja założycielska partii Roberta Biedronia.

I tutaj, jakby powiedział Bolesław Wieniawa –  Długoszowski, zaczynają się schody. Bo choć program atrakcyjny jak cukierki, można spodziewać się po nim próchnicy. Wszystkie obietnice mają wyborców kosztować 35 miliardów złotych. I choć Biedroń zapewnia, że jest to do spełnienia, prezentując cięcia w niektórych sektorach, wciąż budzi to wątpliwości, czy bilans przychodów i wydatków będzie się pokrywał.

Po wielu konsultacjach społecznych w całej Polsce, bogaty program m.in. zawiera takie punkty jak, wprowadzenie minimalnej, nieopodatkowanej emerytury na poziomie 1600 złotych. Program socjalny wymyślony przez PiS, jakim jest 500 plus, ma być rozszerzony na każde dziecko. Płaca minimalna ma wynosić 60 % średniej krajowej. Dzieci maja mieć zapewnioną darmową komunikację miejską, a kobiety całkowite finansowanie in – vitro. Administracja skarbowa ma egzekwować alimenty, a dostęp do lekarza specjalisty będzie finansowany po 30 dniach przez NFZ, podobnie jak nazbyt drogie leki. Obietnice mogą skusić nie jednego Polaka, tym bardziej, że wszystko sponsoruje św. Mikołaj, czyli państwo. Szkoda, że w rzeczywistości, to nie dziadek z brodą przynosi nam prezenty, ale sami musimy je sobie kupić. Nawet jeżeli Biedroniowi uda się odejść od górnictwa i zlikwidować nierentowne kopalnie, to nie uda mu się zaoszczędzić na tyle, by jego program był realny. Podobnie rzecz się ma z opodatkowaniem Kościoła, cyfryzacja urzędów czy likwidacją IPN.

Dalsze deklaracje pokrywają się z tymi, które przed laty prezentował Janusz Palikot, nota bene człowiek, który wprowadził młodego Roberta Biedronia do polityki. Opodatkowanie kościelnej tacy, legalizacja związków partnerskich, legalizacja aborcji do 12 tygodnia życia. Nie sposób się z nimi nie zgodzić, bo są podstawowymi prawami, które już dawno powinny być zagwarantowane, tylko czy są one priorytetem dla elektoratu PiS – u? Raczej nie, co oznacza, że jeżeli ewentualnie Wiosna zdobędzie te 10 % w wyborach, to zrobi to kosztem PO czy SLD. W dalszej perspektywie może to oznaczać kolejne cztery lata z partią Kaczyńskiego.Wiosna wprowadza pewną świeżość i nadzieję, ale zazwyczaj kończy się wraz z nadejściem lata. Czy i w tym wypadku tak będzie? Zobaczymy. Na razie mamy pewien przerost formy nad treścią. I choć forma jest atrakcyjna i akceptowalna, to Wiosna, już nie ta astronomiczna, ale polityczna skupia się na osobie Roberta Biedronia, i nazwa nie odgrywa tu znaczącej roli, a jedynie wodzowski narcyzm z odmianą oblicza polskiej polityki w tle. I czy polityka ponad podziałami jest możliwa, skoro polityk, który to zapowiada, chwilę później deklaruje powołanie Komisji Sprawiedliwości i Pojednania, która miała by rozliczyć prominentnych polityków PiS – u, stawiając ich przed Trybunałem Stanu? Idea powołania takiej komisji pewnie słuszna, tylko przekaz niespójny. Niewątpliwym zaś plusem powstania lewicowej, wróć, progresywnej partii jest podtrzymywanie status quo pluralizmu politycznego, zainteresowanie ludzi młodych polityką i nadzieję na złamanie męczącego obywateli duopolu PO – PiS.  Głównie dlatego nie należy przekreślać świeżości jaką wnosi Wiosna do polskiej polityki.