Dotkliwa porażka jaką były dla Koalicji 15 października wybory prezydenckie jest jasnym dowodem na to, że obecna władza nie spełnia oczekiwań wyborców, a nadzieje które rozbudziła w 2023 roku rozpierzchły wraz z indolencją obecnego rządu.

Skoro największym i najsilniejszym spoiwem łączącym koalicjantów jest odgradzanie PiS-u ,,kordonem sanitarnym”, choć i to za sprawą nocnych rozmów Hołowni z Kaczyńskim się nieco rozjechało, bo też jest to jedna z tych emocji, która mobilizuje twardy elektorat, a na tym obecnie zależy Donaldowi Tuskowi, to i rekonstrukcja rządu musiała iść w tym właśnie kierunku. Dlatego nie będzie rozdzielenia funkcji Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości, bo najwyraźniej rozwiązanie tej kwestii jest kuszące tylko wówczas, gdy jest się w opozycji, natomiast już zmiana na czele resortu nastąpi. Wygląda na to, że Adam Bodnar, mimo że zaryzykował całą swoją dotychczasową karierę, to zbyt długo ,,szukał podstawy prawnej” do zaorania PiS-owców, a wyborcy w końcu się niecierpliwią, więc zastąpić go ma w roli Ministra Sprawiedliwości Waldemar Żurek. Niepokorny sędzia, znany z krytyki reform wymiaru sprawiedliwości wdrażanych przez Zbigniewa Ziobrę, ponoć ma być bezlitosny w kwestii rozliczania poprzedników, zwłaszcza że posiada osobisty resentyment.

Marcin Kierwiński za zasługi (wrócił z Brukseli by ratować kraj przed powodzią) ponownie obejmie Resort Spraw Wewnętrznych i Administracji. Dotychczasowy szef MSWiA Tomasz Siemoniak poczciwy, ale nie tak lojalny wobec szefa rządu jak Kierwiński (imprezował z politycznymi wrogami u Mazurka i ma niezłe relacje z prezydentem Dudą) też nie zostanie na lodzie, pozostanie mu koordynacja służb specjalnych, którą zresztą nadzorował przed chwilowym politycznym wypaleniem się Kierwińskiego.

Niecieszący się popularnością resort, czyli Ministerstwo Zdrowia obejmie tym razem osoba spoza polityki, bo dyrektor szpitala pani Jolanta Sobierańska-Grenda, która tym samym zastąpi na tym stanowisku niepopularną Izabelę Leszczynę.

W ramach odchudzania rządu zostaje zlikwidowany hucznie zapowiadany w stu konkretach Resort Przemysłu na Śląsku. Do tej pory Koalicja Obywatelska chwaliła się tym ministerstwem jako jedną ze  spełnionych obietnic, teraz chyba będzie musiała to odwołać, albo i nie, bo cóż szkodzi obiecać. Kompetencje tego ministerstwa zostaną rozdzielone na inne resorty. Między innymi na Ministerstwo Aktywów Państwowych, którego szefem również ma zostać człowiek z poza polityki, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu i do tego gitarzysta zespołu Chemia, Wojciech Balczun. PSL-owcy mogli by czuć zawód, gdyby nie to, że ich człowiek Miłosz Motyka obejmie Resort Energii a wraz z nim wszystkie spółki skarbu państwa z nim związane, czyli nie powinno być źle. Blink-blink

Inną mało znaczącą zmianą jest zastąpienie Hanny Wróblewskiej Martą Cienkowską na czele Ministerstwa Kultury. Do ostatniej chwili na tę funkcję typowana była Aleksandra Leo, ale ponoć nowa minister tak skutecznie przestraszyła swoją koleżankę co do kompetencji i zadań tego resortu, że ta ostatecznie zrezygnowała. Zmiana nastąpi też na czele zarządzania rolnictwem, nowym szefem tego resortu będzie Stefan Krajewski z PSL. Oprócz tego, w wyniku porażki Trzaskowskiego, bez skrupułów można było pożegnać się ze Sławomirem Nitrasem, którego jak powszechnie wiadomo Tusk nie trawi. Nowym Ministrem Sportu zostanie Jakub Rutnicki.

Nominacji na wicepremiera nie otrzymał Andrzej Domański i choć samo łączenie resortów raczej sytuacji gospodarczej nie poprawi, to w ramach rekompensaty obejmie połączone ministerstwa finansów i gospodarki. Otrzymał ją natomiast Radosław Sikorski, który notabene coraz częściej przywoływany jest jako ten, którym miałby zastąpić Tuska na czele rządu. Na razie, ku zawodowi Marka Sawickiego, to nie nastąpiło, chociaż Minister Spraw Zewnętrznych zaczyna odgrywać coraz większą rolę. Być może jest to spowodowane krótką ławką silnych nazwisk w Platformie, zwłaszcza po przegranej Trzaskowskiego, co nie zmienia faktu, że Sikorski jest wyrazistym politykiem, posiadającym wiedzę i znajomości. Poza tym przy obecnym klimacie konserwatywno-prawicowym być może jest jedynym akceptowalnym kandydatem dla większej bazy wyborców niż tylko twardy elektorat. Problemem jest znalezienie zaplecza w partii, które skłonne byłoby go poprzeć, ale jeżeli to gasnący w sondażach Tusk namaści go na następcę, partyjni działacze nie będą mieli wyjścia i będą musieli zaakceptować tę sukcesję.

Jeszcze kilka miesięcy temu Koalicja 15 października odliczała dni do końca prezydentury Andrzeja Dudy, po pierwszym czerwca przestała, bo doskonale zdaje sobie sprawę, że obecna kohabitacja to przyjemność w porównaniu do tego, co nastąpi gdy w Pałacu Prezydenckim zamieszka Karol Nawrocki. Jak ujął to Donald Tusk podczas przedstawiania swojego odnowionego gabinetu będzie to ,,polityczne trzęsienie ziemi”, bo nie zanosi się na miłą i sympatyczną współpracę. PiS niesiony tym zwycięstwem będzie robił wszystko, by pogrążyć obecną władzę, a na pewno już nie zamierza ułatwiać im rządzenia. Z tym, że do tej pory obecny rząd sam doskonale sobie dawał radę w niedoprowadzaniu spraw do końca czy też grzęźnięciu w sporach koalicyjnych. Radykalne doktrynerstwo partii tworzących rząd torpeduje konsensus, a z tego powodu że umowa koalicyjna dotyczy zamiast szczegółowego porozumienia programowego partyjnych roszad, to też na tym się obecny rząd koncentruje, a ucieleśnieniem tego jest ta właśnie rekonstrukcja.