Inauguracja nowego prezydenta potwierdziła spekulacje na temat szorstkiej kohabitacji. Karol Nawrocki podczas przemówienia nie krył, że jego zadaniem będzie rozliczanie rządu i strofowanie według potrzeby, czego zapowiedzią ma być częste zwoływanie Rady Gabinetowej (najbliższa ma odbyć się 27 sierpnia). Po części jest to swego rodzaju świecka tradycja prezydenta pochodzącego z innego obozu niż rządzący, a po części zapewne osobista wendeta za, jak to ujął w orędziu ,,wyborczą propagandę, kłamstwa i pogardę z którą się spotkał w drodze do urzędu”, ale którą też ponoć oficjalnie po chrześcijańsku wybaczył.  

Na pewno nie zamierza odpuszczać w takich kwestiach jak praworządność, której według niego nie ma i którą należy przywrócić, a czego przykładem jest niefunkcjonujący legalnie wybrany Prokurator Krajowy. W tej kwestii bezpośrednio zwrócił się do premiera i nowego Ministra Sprawiedliwości, że nie będzie awansować ani nominować sędziów, których uzna za niewłaściwych, godzących według niego w porządek konstytucyjny. Jak będzie z pozostałymi nominacjami nie jest jasne, ale nie można wykluczyć scenariusza, w którym Nawrocki będzie chciał zaznaczyć swoją sprawczość poprzez blokowanie nominacji czy to profesorskich, ambasadorskich czy generalskich. Szczególnie te ostatnie mogą być niebezpieczne z punktu widzenia funkcjonowania państwa, co też często z zaniepokojeniem sygnalizuje prof. Antoni Dudek.

Nawrocki prawdopodobnie nie omieszka też używać karty weta i tym samym godnie korzystać z kompetencji blokującej jaką w dwuwładzy wykonawczej daje prezydentowi polska konstytucja. Zresztą nie trzeba było długo czekać, bo zaledwie kilkanaście dni od zaprzysiężenia na jego biurko trafiła nowelizacja tzw. ustawy wiatrakowej, która oprócz zamrożenia cen energii elektrycznej przewidywała liberalizację lokowania wiatraków. Ustawa prawdopodobnie (wcześniej ochoczo podobnie robił PiS, czego przykładem ustawa covidowa) została tak zaprojektowana, by obok popularnego społecznie utrzymania niskich cen energii, znalazł się kontrowersyjny zapis o możliwości stawiania wiatraków w jeszcze bliższej odległości od domów mieszkalnych niż dotychczas. Karol Nawrocki jednak przynajmniej na razie nie dał się ograć Donaldowi Tuskowi, ponieważ zaraz po wecie ogłosił podpisanie projektu dotyczącego wyłącznie przedłużenia tarcz osłonowych.

Tym posunięciem udowodnił, że mimo wszystko jego celem nie jest totalna blokada rządu, bo przy tak indolentnym rządzie nie warto się podkładać, lepiej zaś spokojnie na brzegu rzeki patrzeć na jej rwący nurt. Im dłużej ten rząd będzie trwał, tym większa hipotetyczna szansa na lepszy wynik w przyszłości czy to Prawa i Sprawiedliwości czy samego Nawrockiego, już dzisiaj typowanego na prawdopodobnego lidera prawicy. Stąd lepszą strategią na kohabitację jest piętnowanie niepopularnych propozycji rządu, bądź drobne ale medialnie nośne uszczypliwości jak podczas przemówienia w dniu święta Wojska Polskiego o obronie całej Polski, a nie tylko tej od linii Wisły, czy kazanie na siebie czekać premierowi w Pałacu Prezydenckim.

Karol Nawrocki zapowiedział, że będzie aktywnym prezydentem, takim z ambicjami wchodzenia w kompetencje premiera. Newralgiczna w tym przypadku wydaje się być polityka zagraniczna. Czy będzie polegała na kolejnej ,,wojnie o krzesło”, czy jednak w obliczu niepewnej sytuacji na świecie uda się w tym wąskim zakresie dogadać ponad podziałami? Tego niestety prezydent nie wyartykułował w swoim orędziu, ale ostatnia sprzeczka o to kto będzie reprezentował Polskę podczas szczytu dotyczącego wojny w Ukrainie w ramach tzw. Koalicji Chętnych nie wieszczy porozumienia. Co prawda tym razem a rebours, spór dotyczył nie tego by się na nim pojawić, ale by w nim nie uczestniczyć, ale brak wspólnej linii w tym zakresie nie działa na korzyść Polski.   

W ramach aktywnej prezydentury Nawrocki ma zamiar powołać obok Rady ds. Naprawy Ustroju Radę Konstytucyjną, której zadaniem jest deliberacja nad zmianą obowiązującej konstytucji. Biorąc pod uwagę ambicje i charakter obecnego prezydenta może on dążyć jeżeli nie do zmiany ustrojowej, to na pewno do zwiększenia uprawnień głowy państwa. Co jednak w ostateczności wydaje się mało prawdopodobne, zwłaszcza bez większości parlamentarnej. Oprócz tego zadeklarował realizację swojego programu z kampanii, czyli ,,Planu 21”, w którym oprócz walki z nielegalną imigracją, poparcia dla polskiej złotówki i niepodwyższeniu wieku emerytalnego znalazła się obietnica obniżki podatków. Nie istotne że przeczy to logice (choć Nawrocki wskazuje iluzorycznie lukę budżetową jako pokrycie hojnych obietnic), ważne że jest popularne. Zresztą zobowiązał się w deklaracji toruńskiej Sławomirowi Mentzenowi do niskich podatków, a Jarosławowi Kaczyńskiemu do urzeczywistnienia budowy tradycyjnego kształtu CPK czy budowy elektrowni atomowej, więc teraz się przynajmniej deklaratywnie wywiązuje i ,,łączy ponad podziałami”. Wartością dodaną jest przy okazji trolling rządu, bo realizacja zapowiadanych obietnic nie leży w gestii prezydenta tylko rządu, który w Polsce zgodnie z konstytucją ma realną władzę, a więc teoretycznie ponosi odpowiedzialność za ich nie dotrzymanie. Zwłaszcza, że na stole leżą populistyczne obietnice Koalicji Obywatelskiej z 2023 roku takie jak np. podwojenie kwoty wolnej od podatku, co do których, wiedząc że są problematyczne, Nawrocki deklaruje poparcie. 

Nowy prezydent choć antagonistycznie nastawiony do polityków Koalicji Obywatelskiej, a w szczególności do premiera koncyliacyjnie spogląda w kierunku koalicjantów, wskazując te dziedziny w których będzie dążył z nimi do współpracy. Zaznaczył, że istotnymi dla niego kwestiami są bezpieczeństwo i modernizacja polskiej armii czym puścił oko do Ministra Obrony Narodowej i szefa PSL Władysława Kosiniaka – Kamysza, albo asystencji osobistej, co miało być ukłonem w kierunku Hołowni. Zwrócił się również do Lewicy i zadeklarował współpracę w kwestiach mieszkalnictwa i innowacji rozwojowych jako kwestii, które są dla niego szczególnie istotne. Symbolicznie zaś zacementował chęć do współpracy powołując się w przemówieniu inauguracyjnym na słowa ojców niepodległości z roku 1918. Ważnego dla narodowców Romana Dmowskiego, ceniących silne państwo Józefa Piłsudskiego, idola ludowców Wincentego Witosa czy socjaldemokratów Ignacego Daszyńskiego. Nie zapomniał też o politykach Platformy Obywatelskiej dla których zawoalowanie adresował cytat z Ignacego Paderewskiego ,,walczyć trzeba z tymi, którzy naród pchają do upadku i upodlenia.”

Karol Nawrocki wygrał nie tylko dzięki wyborcom PiS-u, ale także Konfederacji, co z jednej strony go zobowiązuje, z drugiej daje pewną niezależność względem prezesa. Bo nowy prezydent podczas inauguracji przestraszył, co oczywiste, nie tylko Donalda Tuska dla którego przyszłe dwa lata eufemistycznie mówiąc będą nie najłatwiejsze, ale być może też Jarosława Kaczyńskiego, któremu na własną prośbę wyrasta konkurencja i nie wyznaczony przez niego sukcesor władzy na prawicy.

Władzy się nie dostaje, władzę trzeba sobie wywalczyć. Tym mottem zdaje się kierować Nawrocki, który choć wdzięczny partii i dzielący z nią część poglądów, do niej formalnie nie należy. A zaznaczeniem względnej niezależności, w przeciwieństwie do poprzednika, niech będzie rezygnacja z Przemysława Czarnka na rzecz Zbigniewa Boguckiego jako szefa kancelarii po tym jak ten pierwszy nie chciał zrezygnować z funkcji partyjnych. Wygląda na to, że Nawrocki w przeciwieństwie do Dudy zamierza budować własne lojalne wobec niego zaplecze polityczne (Szefernaker, Przydacz, Cenckiewicz ale też zaufani współpracownicy IPN-u), tak by nie być zdanym na łaskę i nie łaskę prezesa Kaczyńskiego, a jego prezydentura może jeszcze zaskoczyć. I bynajmniej chodzi o pozdrawianie zgromadzonych z okna Belwederu w tzw. żonobijce, czyli koszulce bez rękawów.